Trans-Przemek w giepeesa i choinka
Albo mi się wydaje, albo nadmiar tanich ciastek wyżarł mi mózg. Usiadłem dziś przed komputerem, włączyłem edytor tekstu i umarłem. Nic ciekawego nie przyszło mi do głowy. Poczułem się, jak zwykły Przemysław, którego twórcza praca w ciągu całego życia ogranicza się do wymyślenia nazwy dla swojej firmy usługowej. Co gorsze, Przemek pewnie wymyśli coś w stylu „Przemex”, albo „PrzemysławPol”, a mnie nic nie chciało uderzyć do głowy. W końcu zapukał do niej „Trans-Przemek” i właśnie jego chciałbym opublikować.
Kupiłem drogie klocki lego i wyszedłem z budynku galerii krakowskiej bez rękawiczek, czym naraziłem się na ostry atak alergii. Według mojej rodziny alergia bierze się z tego, że człowiek nie nosi czapki, albo rękawiczek. Kiedy stałem chwilę oddając się rozmowie wręcz czułem, jak alergeny zacieśniają swoje szyki, by za chwilę uderzyć we mnie kaszlem. Mądry człowiek w „Sprawie dla Reportera” powiedział dziś, że wszyscy mamy jakiś defekt. To prawda, zgadzam się. Wszyscy mamy także jakąś alergię i nie ważne, czy to wstręt do kurzu, nietolerancja laktozy, czy nadwrażliwość na zapachy, wszystkie te przypadłości prowadzą do kaszlu i są wzmacniane przez brak nakrycia głowy. Tak przynajmniej mówi się w moim domu.
Kiedy rozmowa się skończyła, ruszyłem w stronę przystanku. To normalna procedura. Człowiek cały dzień świetnie się bawi, ale kiedyś trzeba wrócić do domu, żeby ogrzać uszy, wypić herbatę ze zgniłą cytryną, wypróżnić się i sprawdzić powiadomienia na facebooku. Do domu dojeżdżam tramwajem. Mimo to chciałem dziś sprawdzić swoją wszystko-mającą Nokię i uruchomiłem dedykowany dla niej program do nawigacji GPS. Miałem nadzieję, że to elektroniczne cudo warte tyle, co moja siostra na cygańskim targu dzieci kilka kilogramów temu, wskaże mi zupełnie nową trasę do Bronowic. Gdyby tak się stało, to pewnie wybrałbym się na spacer chcąc ją sprawdzić.
Włączyłem więc mapę, wpisałem lokalizację swojego domu i nakazałem obliczenie trasy. Stanąłem w miejscu, chcąc pomóc Nokii złapać sygnał satelitów. Minutę później jeszcze stałem. Dwie minuty po tamtej minucie dalej stałem. Zaczynałem się buntować przeciwko temu urządzeniu. Przypomniałem sobie wtedy, że podczas wizyty w Czarnogórze nawigacja w starym telefonie była w stanie się odnaleźć nawet w ruchu, więc łudząc się, że moja nowa komórka odnajdzie się, zanim dojdę do przystanku ruszyłem właśnie w jego stronę.
Czekałem chwilę na tramwaj i byłem już mocno wkurzony. Możliwość darmowej nawigacji jest wypisywana na stronie producenta jako jeden z głównych atutów mojej Nokii, ale udało mi się z niej skorzystać tylko raz, kiedy akurat nie była darmowa, o czym nawet nie raczono mnie poinformować. Dzięki temu przez najbliższe 64 dni nie mogę podrywać kobiet przez smsy, bo mam na koncie tylko dwa złote.
Kiedy wsiadłem do pojazdu odruchowo schowałem drogi telefon do kieszeni, bo trochę się o niego obawiam. W nodze już miałem nową trasę do domu, bo przecież pędziłem właśnie z prędkością 13 kilometrów na godzinę stalowym potworem linii 14. Zauważyłem przy okazji, że w pięćdziesięcioletnich tramwajach z Norymbergi zamontowano system zapowiadania przystanków. Pomyślałem, że żyję w prawdziwym, europejskim mieście, skoro stać nas na montowanie takich zbędnych bajerów w starych tramwajach, które wkrótce mają być wycofane z użytku.
Byłem przepełniony dumą, aż zorientowałem się, że nowy system wcale nie działa. Uff, już zbyt daleko odpływałem myślami. Na Basztowej spiker zaciął się i powtarzał w kółko „ba-ba-ba-ba”, a elektroniczna tablica włączyła tryb sługusa Donalda Tuska. Wyświetlając fałszywe informacje chciała mi wmówić, że czarne jest czarne, a białe białe.
Na szczęście dla siebie nie rozpoznałem w niej ciała swojego brata. Wiedziałem, że za Basztową nie ma Mistrzejowic i nie wysiadłem, choć Ekipa Rządząca pewnie tego chciała!
Później, idąc już ulicą w kierunku domu widziałem pusty skład tramwaju linii 8 z białym podświetleniem tablic. Przyrzekłem sobie, że kiedyś się taką zmodernizowaną ósemką przejadę. Z tymi ekstra wypasionymi tablicami prezentującymi trasę w formie trójwymiarowych zakrętów poczułbym się co najmniej, jak we Wrocławiu. Gdybym jeszcze przy okazji mógł spokojnie usiąść, to pewnie przeniósłbym się do Frankfurtu nad Odrą. Z każdą modernizacją w krakowskich tramwajach jesteśmy bliżej cywilizacji. Każdy dres wam powie, że najważniejsze są lasery, zaraz za nimi dziwki, później koks, a na końcu czysty kibel, żeby móc go osikać. W MPK brakuje chyba tylko kibla, więc jest nieźle. Nie wierzcie, kiedy ktoś mówi, że prawdziwym problemem komunikacji miejskiej w naszym mieście jest uboga infrastruktura i złe zarządzanie, bo jak widać tak nie jest. Skoro można wydać setki tysięcy złotych na zmienianie systemu informacji o zbliżających się przystankach co pół roku, to znaczy, że nie ma na co tych pieniędzy zmarnować i jest dobrze.
Poszedłem dalej, aż dotarłem do osiedlowych garaży. Myślałem, że emocje na dziś się skończyły. Do domu jeszcze jakieś 300 metrów, a tu niespodzianka! Ktoś postawił przy garażach udekorowaną choinkę podpiętą do prądu! Zastanawiam się, kiedy osika ją jakiś pies, albo kiedy jakiemuś dresowi się ona nie spodoba. Póki co ogłaszam, że idą święta i informuję, że wiem o tym dzięki ulicy Gabrieli Zapolskiej, gdzie mieszkają kreatywni i pozytywnie zakręceni emeryci.
24 Grudzień 2010 @ 11:28
Ja wiedziałam! Nie ma pangi?